Ethnopunk: Reaktywacja
Ethnopunk wstaje na nogi. W najbliższym czasie po pierwsze będę wrzucał starsze prace, które poznikały z sieci, ale pojawią się też wcześniej nie publikowane plansze, szkice i niusy. Zaglądajcie.
Ethnopunk wstaje na nogi. W najbliższym czasie po pierwsze będę wrzucał starsze prace, które poznikały z sieci, ale pojawią się też wcześniej nie publikowane plansze, szkice i niusy. Zaglądajcie.
23.11.2009 - niezwykły koncert Julii Marcell w TR. Jeszcze w powrotnym metrze - nucąc pod nosem "Seven Nations Army" - narysowałem szkic, ale... hej! Julia linkuje go na swojej stronie. Miło. Gdyby ktoś chciał ocenić z jakim podobieństwem udało mi się pochwycić podobieństwo - może zerknąć na zdjęcia z koncertu.

W 2008 nawiązałem kontakt z francuskim scenarzystą Stéphane Betbeder'em. Pół roku bardzo ciężko pracowaliśmy nad materiałem dla wydawców. Zainteresowane było jedno z największych wydawnictw francuskich. W ostatniej chwili jednak wycofało się i projekt legł. Ponieważ historia była bardzo wielowątkowa - Stephane chciał to pokazać na planszach i wybrał je dość różnorodnie. Było to jednak piekielnie trudne zadanie dla mnie i planszom zabrakło chyba spójności, a styl został ostatecznie określony jako "zbyt młody". Niemniej współpraca z zawodowym francuskim scenarzystą i kontakty z wydawcami bardzo dużo mnie nauczyły. Dzięki SteB!

W pierwszej wersji "Pustynnej Opowieści" próbowałem zmierzyć się nie tylko z samodzielną długą fabularną historią komiksową, ale też z jakimś własnym pomysłem wydawniczym.
Pomysł był następujący: uruchomić webkomiks, wrzucać 1 stronę tygodniowo, a pod koniec - mając grupę czytelników wydać samodzielnie album i rozprowadzać go również samodzielnie przez Internet. Myślę, że pomysł mógł się udać. Na pewno byłby bardziej atrakcyjne dla mnie niż propozycje, które można otrzymać w Polsce od dużych wydawców. A jednak...
Po pierwsze projekt ciągnął się za długo. Był to mój pierwszy komiks, mój styl zmieniał się, a w pewnym momencie (było to podczas pracy na planszami dla Francuzów) - poczułem, że nie jestem już w stanie patrzeć na braki tej historii i po prostu nie mam już serca by ją kończyć.
Po doświadczeniach z Francuzami - wiedziałem dokładnie czego mu brakuje, a w międzyczasie po prostu nauczyłem się trochę lepiej pisać i rysować. Komiks nigdy nie został w pełni ukończony i nie planuję już wydawać go na papierze w tej formie. Stał się bazą dla nowego scenariusza, ale można to nazwać raczej inspiracją niż "cover'em".
Między innymi pod wpływem rozmowy z Maciejem Pałką na MFKiG w Łodzi - zdecydowałem się jednak zachować plansze w sieci, a w niedługim czasie postaram się wrzucić również pozostałe plansze w wersji czarno-białej. Potrzebuję jedynie nieco czasu na dodanie liternictwa. 3 plansze wciąż czekają na pociągnięcie tuszem... to też myślę w końcu się uda. Dołączę je do tego wpisy - tak by komiks zaistniał w znów w sieci. W końcu w całości.

Kolejny eksperyment - kolor, który poprzednio mozolnie łączyłem w PS, z tuszem, tym razem pociągnąłem dużo lżejszą kreską i zeskanowałem. Chyba wygląda to jednak lepiej... zaczynam się zastanawiać czy cała zabawa z łączeniem czerni i koloru ma sens? No i jak fajnie wygląda oryginał ;)
Pierwszy test akwarelowego koloru. Bez "photoshoppingu".

Proszę o wybaczenie za rysunek. Leciwa plansza w roli świnki doświadczalnej...
O komiksowym roku 2008, "Pustynnej Opowieści", planach na przyszłość i nowym blogu.
Obserwatorzy moich półtorarocznych poczynań w Sieci mogą poczuć irytację: "Hej, kolejna domena? Kolejny blog? Co do..." Proszę nie rzucać przedmiotami. Proszę czytać.
Dla mnie te 1,5 roku to intensywna nauka nowego medium. Nauka okupiona wieloma błędami i potknięciami. Część z nich, na moje szczęście, zostawała mi wytknięta dość szybko. Inne odkrywałem sam, gdy już na reakcję bywało za późno.

Siedzę, liczę, liczę... i coraz większe mnie zdumienie ogarnia. Wszystko wskazuje na to, że w roku 2008 ukończyłem 44 strony komiksu. 15 stron Pustynnej Opowieści, 8 stron Listonosza, 4 strony do upadłego niestety projektu dla Francuzów i 17 stron komiksu na zlecenie, który mam nadzieję będziecie mogli jeszcze gdzieś zobaczyć. Not so bad! A 2009 właśnie się zaczyna... tym razem wypada wydać chyba wreszcie album? W każdym razie jest o co walczyć.
Nowa domena, nowy blog, nowe plany, Nowy Rok. Złamanych tabletów, rozlanego tuszu i komiksów utopionych w wannie.